Time of Rebirth
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.



 
IndeksSzukajRejestracjaZaloguj

 

 Przejście na zewnątrz

Go down 
AutorWiadomość
Eve Moore
Deadman
Eve Moore

Liczba postów : 16
Join date : 28/12/2014

Informacje
Specjalizacja: Krzykacz
Grupa: Niewolnik
Multikonta: Nikifor Koslov

Przejście na zewnątrz Empty
PisanieTemat: Przejście na zewnątrz   Przejście na zewnątrz Icon_minitimePon Gru 29, 2014 12:19 am

Pamiętasz to? Błękitne niebo, zieloną trawę, kwiaty, zwierzęta, ruch na ulicach Twojego miasta. Twarze tych wszystkich ludzi, których mijałeś. Pamiętasz? To dobrze, bo teraz na zewnątrz nie jest już tak fajnie i można się nabawić niezbyt miłej mutacji, spowodowanej dużą ilością napromieniowania. Radzimy jednak pozostać w środku.
Powrót do góry Go down
Tybalt
Książę Kotów
Tybalt

Liczba postów : 3
Join date : 04/01/2015

Informacje
Specjalizacja: Nosiciel
Grupa: Szlachta
Multikonta:

Przejście na zewnątrz Empty
PisanieTemat: Re: Przejście na zewnątrz   Przejście na zewnątrz Icon_minitimeSro Sty 07, 2015 1:49 am

Ten dzień wlókł się niemożliwie, powoli przechodząc z "lekko irytującego" w "trudny do zniesienia". Tybalt kręcił się w pobliżu dzielnicy mieszkalnej mutantów, jednym uchem słuchając ich cichych rozmów, pełnych obelg kłótni i jęków tych, którym ich mutacje sprawiały ból - wszystko to zlewało się w jedną, męczącą kakofonię.
Tybalt siedział właśnie na porzuconej metalowej beczce i przyglądał się dwóch starszym od niego kobietom, głośno spierającym się o to, do której z nich należy para znoszonych rękawiczek i zanosiło się na to, że zaraz dojdzie do rękoczynów. Mężczyzna nie miał ochoty wysłuchiwać jeszcze więcej krzyków, bo głowa bolała go okropnie. Zacisnąwszy powieki, ukrył twarz w dłoniach i potarł palcami skronie. Dopiero po dłuższej chwili zdał sobie sprawę, że nagle zrobiło się cicho i że nie siedzi już na beczce, a na ziemi. Powoli opuścił ręce i otworzył oczy, ale nic nie zobaczył. Kompletnie nic. Musiał kilkakrotnie zamrugać, nim jego oczy przyzwyczaiły się do panującej ciemności.
Spostrzegł, że znajduje się w szerokim tunelu o chropowatych, tu i ówdzie ukruszonych ścianach. Mężczyzna wstał powoli, rozglądając się i nasłuchując, ale poza odległym kapaniem wody i bardzo cichym szumem (wiatru?) do jego uszu nie dochodziło zupełnie nic. Mimo to Tybalt doskonale wiedział, gdzie jest - to cholerne przejście wciąż śniło mu się w koszmarach. Lekki wiatr, który rozwiał jego czarno-białe włosy tylko utwierdził go w tym przekonaniu: zawędrował do przejścia na powierzchnię - jak i po co, nie miał pojęcia. Ostatnim, co pamiętał były jakieś obelgi i potworny ból głowy, potem wszystko spowijała biała mgła nieświadomości. Na domiar złego migrena nie ustąpiła i Tybalt nadal czuł się tak, jakby ktoś wiercił mu dziury w skroniach.
Nie mógł tu zostać. Co, jeśli dostanie ataku...?
Z jedną ręką przyciśnięta do skroni, Tybalt ruszył powoli w stronę odwrotną do tej, z której wiał wiatr. Po kilku krokach nogi odmówiły mu posłuszeństwa i wolną ręką musiał chwycić się ściany, by nie upaść. Nie zatrzymał się jednak i z uporem szedł dalej, krok za krokiem, zastanawiając się, jak daleko się znalazł.
Powrót do góry Go down
Eve Moore
Deadman
Eve Moore

Liczba postów : 16
Join date : 28/12/2014

Informacje
Specjalizacja: Krzykacz
Grupa: Niewolnik
Multikonta: Nikifor Koslov

Przejście na zewnątrz Empty
PisanieTemat: Re: Przejście na zewnątrz   Przejście na zewnątrz Icon_minitimeSro Sty 07, 2015 2:26 am

Tego dnia Eve znów uciekła. Nie żeby robiła to notorycznie... No dobra, może i tak było. Ale co miała poradzić? Nie mogła wytrzymać bez tego małego aktu buntu, pokazując tym samym, że wcale nie jest niczyją własnością. A już na pewno nie Prezydenta, który sprawował pieczę nad Areną, by niczego tam nie brakowało. Och, jakże ona nienawidziła praw, które rządziły ich Podziemnym Miastem. Ten podział społeczny działał jej na nerwy i wkurzał jak nic innego na świecie. Dlatego chodziła na Czarny Rynek, by kupować książki i czytać o tym, jak dawniej wszyscy byli sobie równi. Dlatego uciekła.
Nie był to wybitnie trudny wyczyn dla kogoś takiego jak ona. Wychowała się na Arenie, toteż znała wszystkie tajne przejścia, którymi nikt się nie interesował i nikt ich nie pilnował. Prawdopodobnie mało kto o nich pamiętał. Ona jednak postanowiła wykorzystać je do własnych celów i częstotliwość jej zniknięć była wprost proporcjonalna do zwiększającej się wciąż popularności. Dziewczyna dobrze zdawała sobie sprawę z tego, że jest ulubienicą tłumu, dlatego wykorzystywała to z pełną świadomością, że ludzie zarządzający Areną nie będą mogli się jej pozbyć dopóki mieszkańcy ją uwielbiali. Była niezwyciężona, nikt jej nie pokonał! No może oprócz tych Węszycieli, którzy zawsze przychodzili po nią, kiedy drzemała gdzieś w tunelach podczas kolejnej ucieczki. Wtedy nawet nie wiedziała jak to się stało, że znów jest zamknięta.
Maszerując opustoszałymi korytarzami czuła się wolna. Tutaj nie była niczyją Niewolnicą, dla nikogo nie musiała bić się i narażać własne zdrowie, ba - życie. Wprawdzie narażała je i teraz, ale na własny rachunek. Poprzednim razem prawie udało jej się skryć w odległych tunelach. Węszyciele mieli problem z jej odnalezieniem, gdy przebywała w pobliżu siedliska Mutantów. Najwyraźniej ich woń drażniła delikatne noski, dając samej Eve więcej dni, by cieszyć się wolnością. Miała nadzieję, że uda jej się tym razem uciec już na zawsze. Ścisnęła w dłoni pasek torby, którą przewieszoną miała przez plecy. Wzięła tylko książki i jakiś suchy prowiant. Co potem, to będzie się martwiła jak przyjdzie na to pora. Poza tym... wewnętrzny głosik wciąż powtarzał jej, że i tak nie uda jej się na długo skryć. Że znów wróci na Arenę. Jednak, nie traciła nadziei.
Musiało być bardzo późno, bo dziewczyna czuła coraz większe zmęczenie. Kolana drżały pod nią, a torba ciążyła jakoś bardziej niż zwykle. Miała ochotę usiąść i odpocząć, jednak było to zbyt wielkie ryzyko. Poza tym, miała nieodparte wrażenie, że się zgubiła, co potwierdził lekki powiew, który poczuła na skórze. Zaraz... Powiew? Teraz przestraszyła się nie na żarty. To nie możliwe, że poplątały jej się korytarze, a miejsce do którego zmierza to wyjście z metra. Wiele razy marzyła, by wyjść na zewnątrz, ale bez odpowiedniego sprzętu było to niczym próba samobójcza. Poczuła ścisk w gardle i już miała zawracać, gdy nagle w głębi korytarza usłyszała kroki. Brzmiały... ludzko. Kierowana ciekawością, w każdej chwili gotowa do Krzyku przyspieszyła kroku, by po chwili, w mdłym świetle czerwonych żarówek umocowanych w dużych odstępach, ujrzeć postać opierającą się o ścianę i idącą w jej kierunku.
- Hej, ty tam! Nic ci nie jest? - no dobrze, może nie było to zbyt mądre ze strony Eve, żeby zaczepiać nieznajomego w tym dziwnym miejscu, jednak po kilku godzinach spędzonych w samotności miała już tego dość. Podeszła bliżej nieznajomemu, by móc uchwycić wzrokiem choć trochę szczegółów jego wyglądu. Pierwsze co rzuciło jej się w oczy to biało-czarne włosy. Drugim, że mężczyzna wyglądał jakby miał zaraz zemdleć.
Powrót do góry Go down
Tybalt
Książę Kotów
Tybalt

Liczba postów : 3
Join date : 04/01/2015

Informacje
Specjalizacja: Nosiciel
Grupa: Szlachta
Multikonta:

Przejście na zewnątrz Empty
PisanieTemat: Re: Przejście na zewnątrz   Przejście na zewnątrz Icon_minitimeCzw Sty 08, 2015 9:43 pm

Tybalt faktycznie był bliski omdlenia, ale nie zamierzał znów stracić przytomności - nie teraz, na granicy ataku i nie tutaj, nie tak blisko powierzchni. Dlatego całą siłą woli starał się pozostać świadomym i iść dalej. Zdawało mu się, że jego nogi robią się coraz cięższe i każdy kolejny krok sprawiał mu coraz więcej trudu. Głowa bolała go niemiłosiernie, ograniczając mu pole widzenia, a piszczenie w uszach skutecznie zagłuszało mu wszystkie dźwięki. Mimo to dostrzegł zbliżającą się, niewyraźną ludzką sylwetkę. Cóż, a przynajmniej na człowieka mu to wyglądało... Zatrzymał się, opierając i zmrużył oczy, by lepiej się przyjrzeć postaci. Na niewiele się to jednak zdało, bo wirujące, kolorowe plamy przesłaniały mu widok.
Dopiero po chwili dotarło do niego, że ten ktoś się do niego odezwał, nie zrozumiał jednak ani słowa. Mimowolnie wbił w skroń ostre paznokcie. (Nie poczuł nawet, że po policzku spłynęła mu stróżka ciepłej krwi.) Starał się wznieść wokół siebie barierę, tak na wszelki wypadek, jednak pulsujący, mocniejszy z minuty na minutę ból nie pozwalał mu na to. Otworzył usta, by zapytać ową postać, kim jest, ale głos uwiązł mu w gardle.
Był teraz kompletnie bezbronny. Co, jeśli nieświadomie stanął twarzą w twarz z wrogiem?
Powrót do góry Go down
Sponsored content




Przejście na zewnątrz Empty
PisanieTemat: Re: Przejście na zewnątrz   Przejście na zewnątrz Icon_minitime

Powrót do góry Go down
 
Przejście na zewnątrz
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Time of Rebirth :: Lokacje :: Metro-
Skocz do: